piątek, 22 lutego 2013

KHADI Senna/Cassia, czyli z bezbarwną henną "step by step w obrazkach" oraz wiele innych nieprzydatnych informacji.


Wczoraj pisałam Wam o moich planach, dzisiaj wprowadziłam je w życie.

Co o bezbarwnej hennie pisze producent i jakie są opinie na jej temat możecie poczytać na KWC lub pogrzebać w sieci - jak się człowiek już zainteresuje, to okazuje się, że pełno jej wszędzie.

Ja podzielę się z Wami obrazkami z mojej przygody z Cassią - będzie ich dużo, lola.. jola... lojalnie uprzedzam! 


Czego potrzebujemy?

- 100g pudełeczko henny  
(myślę, że na moje długie, ale cienkie, włosy wystarczyłoby ok. 80g)
- 6 cytryn
(1szt. zostawiamy na po_12_godzinach)
- komunistyczną lub kapitalistyczną wyciskarkę do cytrusów
(albo własne ręce, jeśli mamy parę w palach lub/i gdy chcemy przy okazji nacytrynować sobie paznokcie)
- mieszadełko
(ja wybrałam takie drewniane furkadełko - ktoś wie jak to się zwie fachowo?)
- pojemnik/miskę
(w którym wymieszamy i przenocujemy hennę)
- papierowe ręczniki
(żeby ogarnąć ufafluniony blat kuchenny oraz siebie)
- foliowe/gumowe rękawiczki, czepek, czapkę
(celem nałożenia, ochrony i ogrzewania - wiadomo) 




 1.  
kroimy cytryny, rozszarpujemy wierzchni woreczek z henną:

 2.
wyciskamy 4 cytryny do szklanki, do pojemnika wsypujemy połowę zawartości woreczka:

3.
wlewamy sok z pestkami, bo nie mamy rozumku i nie użyliśmy wcześniej sitka:

4.
mieszamy:

 5.
mieszamy, aż do uzyskania niemowlęcej kupki.
podkręcamy kolor na zdjęciu, żeby wyglądało bardziej kupkowo:

6.
dosypujemy pozostałą część proszku i dodajemy jeszcze jedną cytrynę:

 7.
mieszamy, podziwiamy i sztachamy się zapachem siana, mieszamy:

8.
mieszamy, drugą ręką wyżeramy resztki cytryn ze skórek, bo cały czas ślinimy się na ich widok i w końcu nie możemy się już dłużej opierać.
mieszamy dalej:

 9.
tworzymy artystyczny chaos.
zastanawiamy się, czy chaos na pewno pisze się przez "ch":

 10.
pakujemy pachnącą sianem kupkę pod folię, opatulamy czapką i odstawiamy do spania w zacnym towarzystwie brudnego jaja:

 11.
po 12h sprawdzamy czy papko-kupka ma się dobrze.
dodajemy szóstą cytrynę i mieszamy:

12.
fotografując włosy szpanujemy nowym pilotem do aparatu i wyginamy się w staraniach, aby plecy wyglądały choć trochę apetycznie.
cieszymy się, że nie widać stojącej na balkonie choinki:
włosy przed henną - światło lampy błyskowej
włosy przed henną - światło dzienne

13. 
odziewamy się w starą koszulkę, myjemy włosy i dzielimy je na cztery części. 
znowu chwalimy się pilotem. 
nie wycinamy ze zdjęcia kocich uszu i ogona, gdyż dodają całości uroku:

14. 
zakładamy rękawiczki, nabieramy kupkę na pędzel:

 15.
prezentujemy papkę na włosach, zawijamy całość w koczek.
liczymy pestki:

 16.
nakładamy czepek oraz czapę i tak się snujemy po mieszkaniu około 4 godzin.
robimy gulasz (z kota), cieszymy się, że Jarek Kuźniar wyzdrowiał i znów możemy cieszyć oczy jego widokiem z rana, wieszamy pranie i robimy sobie twarz.
w tak zwanym międzyczasie możemy wyskoczyć do weta po insulinę dla kota, bo jest zima i nikogo nie powinna dziwić pachnąca sianem babeczka w czapce:

17.
po upływie niespełna 4 godzin zastanawiamy się czy już pora, czy jeszcze nie.
machamy nóżką i czytając jemy śliwki z Biedronki:

18.
wychodzi słońce - bierzemy to za znak, że jednak czas.
łapiąc za słuchawkę prysznica błagamy Matkę Naturę o łaskę i brak zielonej poświaty.

19.
spłukujemy.
liczymy spadające do wanny pestki i wydłubujemy resztki cytrynowego miąższu (sitko, demyt!).
radujemy się brakiem intensywnej zieleni na płukanych kosmykach, zawijamy włosy w ręcznik.

20.
rozczesujemy prawie bezproblemowo mokre włosidła Owcową Szczotą:

21.
analizujemy w światłach wszelakich.
na pół_mokro:

22.
i na prawie_sucho:
wąchacz

 23.
podniecamy się suchymi włosami, gdyż są miękkie, lejące i śliskie bez odżywki - mru!

24.
podsumowujemy:
kompletny brak zieleni i chwilami widoczne tony rudości niezmiernie nas radują. żałujemy trochę, że nie są bardziej rude i rozważamy czy następnym razem kliknąć jasny brąz. zastanawiamy się czemu normalnie piszemy "brąz", a idąc za modą_z_dupy używamy "bronzera".
poza zapachem siana, lekką sztywnością kosmyków, całkiem niezłym połyskiem, gładkością, fajnym poślizgiem i jakby większym garściowo-objętościowo kitkiem nie widzimy większych zmian - mało? dużo?
jeśli efekt ma być długotrwały, to chyba warto było spróbować.
postanawiamy odczekać kilka dni i zobaczyć czy i jak sytuacja się rozwinie.

25.
żegnamy się, kłaniamy i życzymy Wytrwałym Czytaczo-Oglądaczom udanego weekendu!

:)))


46 komentarzy:

  1. Ładnie wyglądają te Twoje włosięta! Masz cudnego kota, zdjęcie z uszami wspaniałe :D Seriously.
    Szkoda, że musi on brać insulinę :(
    Mam tę szczotę TT z owcami i jest super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam trzy koty, wszystkie są na zdjęciach :D

      Usuń
    2. Dopiero teraz zauważyłam :D

      Usuń
    3. na żywo ciężko ich nie zauważyć, na zdjęciach są podstępnie ciche:D

      Usuń
  2. :D :D Fajnie to opisałaś :D
    Jednak nie mogę zrobić tej henny - NIE MAM KOTA!, a on tu ewidentnie ważną rolę odgrywa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zdecydowanie masz rację - bez kotów nic nie wygląda tak samo:D

      Usuń
  3. genialnie opisalas caly rytual :D posmialam sie :D a kotowate przecudne! moje dziewczyny pozdrawiaja Twoje kocie lapki :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie to opisałaś! Ja bym się bała chyba to założyć haha:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ee, nie było tak strasznie w sumie:D

      Usuń
  5. Sprawdzałam ostatnio w słowniku, bo sama mam wieczny problem: zarówno "brązer" jak i "bronzer" jest formą poprawną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ehh, jakoś mnie to męczy i postanowiłam od dziś używać tylko polskiego "brązera" - zobaczymy jak długo wytrwam ;)

      Usuń
  6. aaa chcę śliwki z biedronki :D
    co do henny to bezbarwna nie dla mnie, za mało radykalny efekt :P ale ogólnie bardzo hennę lubię własnie za ten efekt "więcej włosów w garści"
    pomiziaj ode mnie kota :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pyszne są! :D
      a jakiej Ty używasz? wiesz, ja cykor, więc na pierwszy ogień poszła bezbarwna :) jasny brąz kusi na kolejne farbowanie, nie wiem tylko, czy nie wyjdzie bardzo ciemno na tych moich rozjaśnianych włosidłach.
      którego kota z trzech? :D

      Usuń
  7. Dużo zużyłaś, ja na jedno farbowanie daję tylko dwie łyżki czubate. Żeby uzyskać trochę rudości, możesz dosypać czerwonej papryki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pierwsze koty za płoty :) wiem już, że na kolejny raz rozrobię max pół woreczka. dzięki za podpowiedz z papryką! :)

      Usuń
  8. U mnie w Biedronce nie było śliwek :o

    :P

    Świetny post, rozwiałaś moje wszelkie wątpliwości. Efekt bardzo mi się podoba na Twoich włosach, szkoda tylko że to takie praco/czasochłonne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a to podła Biedra!
      może dowiozą, nie poddawaj się! :D

      e, nie aż tak bardzo, czytałam, że dziewczyny podgrzewają hennę i wtedy nie czekają tych 12h. no i trzymają też krócej - są różne szkoły chyba:)

      Usuń
  9. dobrze to wszystko opisałaś, jak chcesz brąz z khadi lepiej weź jasny na początek;) fakt henna fajnie "pogrubia" włosy oraz nadaje połysku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ten jasny nie będzie mimo wszystko ciemny? masz go obcykanego? :) obawiam się zbyt mocnego "chwycenia" na moich białych piórkach.

      Usuń
  10. pff. po dwóch godzinach dochodzimy do wniosku, że skoro henna ma kolor naturalny vel bezbarwny to włosy powinny zniknąć :D
    u mnie została rudość. i sprała się do rudego złota, albo żółtego rudego. tak to jest, gdy włosy są wysokoporowate i z otwartymi łuskami przyjmą wszystko co im podam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja nie mogę dojść do tego jak porowate mam w końcu te moje włosy, nisko czy wysoko. czekam, zobaczymy czy u mnie się coś rozwinie z tej bezbarwności:)

      Usuń
    2. ja pójdę level dalej: nie dość, że nie umiem określić porowatości włosa, to jeszcze nie za bardzo umiem określić, co im służy :P

      Usuń
    3. moim rozjaśnionym piórom służą silikony i inne slsy, które naturę mą odrostową obciążają - ciężko mi teraz, gdy noszę sobie radośnie dwa rodzaje włosów, dogodzić. dlatego czas poszukać złotego środka:)

      Usuń
  11. jejku, jaki genialny post :') a to owo 'furkadełko' się w mych stronach 'rogolką' zwie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rogolka brzmi prawie tak słodko jak furkadełko ❤ :D

      Usuń
  12. haha, bardzo podobały mi się opisane punkty :D chyba w końcu powinnam się ruszyć i przygotować swoją hennę, ale właśnie obawiam się zielonych prześwitów na rozjaśnionych włosach... Może poczekam jeszcze troszkę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli nie masz rozjaśnionych bardziej nic moje, co jest raczej niemożliwe, to na 99% nie będą zielone:)

      Usuń
  13. Masz bardzo fajny styl pisania :D Też się bałam za pierwszym razem. Ja zawsze zapominam o tych farfoclach z cytryny i później klnę jak czeszę włosy:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wyciągałam je do końca dnia z włosów:))

      Usuń
  14. No i fajnie wyszło :)
    A na pestki to psze pani sitko sobie trza załatwić :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teraz już będę rozumniejsza:D

      Usuń
  15. Bardzo ciekawy opis, aż chce mi się wypróbować, koniecznie zakupię ten produkt. ładne zdjęcia :)) a włosy masz prześliczne!

    OdpowiedzUsuń
  16. hahaha jaki fajny opis :D kompletnie nie interesuję się farbowaniem, ale taka instrukcja bardzo mnie wciągnęła! :)

    p.s. dobrze, że nie wycięłaś kocich uszu i ogona :D

    OdpowiedzUsuń
  17. No wiem, że się powtórzę, ale ta notka jest genialna! :D Takie posty to jak dobry artykuł z gazety do porannej kawy :) Przymierzam się do zafarbowania włosów henną, robię im detoks od farb już drugi miesiąc, muszę tylko wybrać kolor

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetny post, przydatny informacyjnie i wywołujący śmiechowe parsknięcia :D

    OdpowiedzUsuń
  19. uwielbiam takie poczucie humoru . Kot super wącha Ci włoski :))) Pewnie jest kochanym koteczkiem, jak mój, he he :D Zaczynam w przyszłym tygodniu przygodę z naturą i czytam czytam, szukam szukam... Fajnie piszesz, ale efekt cassia na zdjęciach średnio widoczny :) Szukam dalej, bo widzę, że i jasny blond masz, a ja planuję zmieszać pół na pół, albo więcej Cassia i łyżka jasny brąz.... Sama nie wiem, co wyjdzie, ale może też gdzieś to opiszę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jasny brąz - nie blond! miało być...

      Usuń
  20. Połowa treści posta to bzdury... Przesada, po 1/3 odechciewa się czytać.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...