poniedziałek, 16 grudnia 2013

jak bez zieleni rozjaśnić i ochłodzić włosy po hennie - post gigant:)


Wszystkie opisane w tym poście czynności sprawdziły się na moich włosach barwionych henną Jasny Brąz Khadi jednorazowo. Henna nałożona była na włosy naturalnie dość chłodne, o rozjaśnianych końcach.

Nie mogę niestety dać żadnej gwarancji, że wskazówki te okażą się przydatne i dobre dla włosów hennowanych długotrwale i na kolory inne niż Jasny Brąz Khadi.



W skrócie przypomnę jak to było z moimi włosami:




Jako, że dwie fryzjerki, którym ufałam, zniknęły z mego osiedla i życia krótko jedna po drugiej, a ja jestem zbyt leniwa, żeby szukać, eksperymentować, a tym bardziej jeździć robić włosy dalej niż 500 metrów od domu, postanowiłam - w sumie bez zbytniego żalu - olać farbowanie i zapuścić odrost.

Tak wyglądały włosy po prawie dwóch latach od ostatniego rozjaśniania balejażem:

(TUTAJ znajdziecie post o mojej przygodzie z bezbarwną Senną Cassią Khadi, którą miałam w międzyczasie, ponad rok po zaprzestaniu farbowania)


We wrześniu tego roku, gdy pojedyncze siwe włosy zaczęły mnie już dość porządnie wnerwiać, postanowiłam pójść w stronę natury i postawiłam na ponowne spotkanie z henną, tym razem Jasny Brąz Khadi.

Po farbowaniu włosy wyglądały tak:

(TUTAJ znajdziecie cały post o tym jak kolor wyglądał od razu po nałożeniu i po tym jak dojrzał)


No i wszystko było pięknie przez jakiś miesiąc. Później henna zaczęła się wypłukiwać. I o ile na czubku głowy kolor był w porządku, bo bardzo zbliżony do mojego naturalnego, no dobra - ciut bardziej ryży, to reszta włosów z każdym dniem mniej mi się podobała.

Poniżej szybki rzut oka na to jak było przed henną Jasny Brąz (około czerwca/lipca - wtedy włosy chyba najbardziej mi się podobały), w pełnym rozkwicie henny i po około miesiącu od jej użycia:


Jak teraz patrzę, to na zdjęciach nie wygląda to aż tak źle - ot zjaśniały i straciły fajną rudość, sprały się bardziej na końcach, co było do przewidzenia. Nie było tragicznie, było dość naturalnie, było prawie_ombre, który to sposób farbowania nadal mi się podoba. Jednak to co widziałam w lustrze nie pasowało mi do blado-zimowej twarzy. No i w końcu rzekłam basta! wracamy, na ile się da, do mysiej natury i blondów!
 
ALE.
Jak wiadomo chłodne brązy i blondy są bardzo średnio osiągalne po rudościach, zwłaszcza hennowych, i dość poważnie grożą zieleniami.
Ale jak to? Ja nie dam rady? Mało to porad w sieci? Na pewno ktoś coś kiedyś gdzieś jednak wykombinował!

Pomysły znalazłam na kilku blogach:
  • u KALISTY (tu: Jak naturalnie rozjaśnić włosy) - polecam przeczytać też komentarze, znajdziecie tam mnóstwo podpowiedzi dotyczących naturalnego rozjaśniania.
  • u BOGUSI (tu: Rozjaśnianie korzeniem rzewienia) - polecam wszystkie wpisy Bogusi o rozjaśnianiu, zapienianiu i w ogóle posty włosowe - kopalnia pomysłów i fajnych porad:)
  • u IDALII (tu: Naturalne rozjaśniania maseczką bananowo-cytrynową) - bloga Idalii nie muszę chyba nikomu szczególnie przybliżać i polecać - każdy wie, że jest mistrzynią świata w pielęgnacji i ma najpiękniejsze włosy na świecie:)
  • u MYSI (tu: Z rudych na blond) - Mysia jest świetna w swoim zawodzie, widać, że jest pasjonatką fryzjerstwa. Wielu dziewczynom doradziła, wiele ratowała z opresji. Bardzo polecam cały blog, bo pomysłów, inspiracji i przede wszystkim mądrych porad znajdziecie tam w bród. Żałuję, że nie ma takiej dziewczyny gdzieś tu w mojej okolicy. A może jest, tylko się nie ujawnia?:)

No i teraz tak, głowa pełna pomysłów,chce się wszystkiego spróbować od razu. Od czego więc zacząć?
Wiedziałam na pewno, że nie od chemii, bo jest większa szansa na zrobienie sobie zielonego kuku na głowie. Logiczne więc było poświęcenie dłuższego czasu na naturalne metody odbarwniania/rozjaśniania.
Wykluczyłam na wstępie cynamon i rzewień, bo ani w pomarańcze ani żółcie wchodzić już nie chciałam. Zaczęłam od maski na wzór Idaliowej - w ruch poszedł banan, cytryna, miód, oliwa z oliwek, olejek i odżywka.


Blendera nie mam, więc banana roztarłam najdrobniej jak mogłam taką drewnianą kulą na patyku - kojarzycie z kuchni? Babcia kręciła tym kremy do tortów chyba, z tego co pamiętam:) No czymś takim co nie wiem jak się nazywa w każdym razie:) Wymieszałam z resztą, nałożyłam na włosy i trzymałam około 2 godzin pod czepkiem i ręcznikiem.

Oczywiście nie ma co spodziewać sie natychmiastowych efektów. Naturalne rozjaśnianie to proces długotrwały, dla cierpliwych. Ja cierpliwością co prawda nie grzeszę, ale tu chodziło o wyższy cel;) O niezmarnowanie dwóch lat bez chemicznego rozjaśniania, o łagodne wyjście z hennowej rudości bez otarcia się o zieleń. A jak nie pójdzie do końca tak jak sobie tego życzę - o lepsze wzmocnienie włosów, odżywnienie ich przed ewentualną i ostateczną ingerencją rozjaśniacza czy dekoloryzatora.

Jako, że nie zawsze chciało mi się bawić z bananem (!), Przez większość czasu stosowałam po prostu mieszankę z miodu, cytryny i oliwy z oliwek lub przeróżnych olejków do włosów.


Masek w różnych wersjach używałam przed każdym myciem przez około półtora miesiąca, co daje nam ponad dwadzieścia (myję włosy co dwa dni) dwu/trzygodzinnych mocno pielęgnujących kuracji rozjaśniających. 

Włosy w międzyczasie pomału sobie jaśniały.
Pierwszy zdjęciowy składak po kilku maskach - widać jak włosy się o(d)żywiły i znów rozbłysły. Drugi po niecałym miesiącu. Zdjęcia do niniejszej dokumentacji za każdym razem robione były w innym świetle, stąd różnice w tonacji i jasności. Ale musicie mi wierzyć na słowo: takie maski naprawdę działają, powoli, delikatnie, ale działają.


Następnym krokiem była już chemia. Nie dekoloryzatory czy agresywne rozjaśniacze, ale farby.
Planowałam na połowę grudnia odwiedzenie pobliskiego salonu w celu ścięcia włosów około 5cm - przeżyłam dwuletnie samodzielne ich podcinaniu i nie było źle, ale zachciało mi się już oddania w ręce kogoś, kto zrobi mi dobrze masażem przy myciu i takie tam. Tak więc ewentualne szkody jakie mogła zrobić farba na rozjaśnionych końcach, bo to o nie i ich ewentualną zieleń bałam się najbardziej, miałam w planach i tak usunąć u fryzjera.

 Tak wyglądały włosy przed farbowaniem, możecie zobaczyć jak maskami doprowadziłam mniej więcej do ujednolicenia odrostu i włosów hennowanych u góry, końce oczywiście jaśniejsze:


W ruch poszły farby LeCher: Jasny Blond 8N (wersja bez amoniaku), który na palecie wygląda jak mój odrost, czyli z jasnością nie ma nic wspólnego, jest to po prostu polski blond :) i Ultra Jasny Blond 10/UN, który zamierzałam przeciągnąć po całości, żeby utrzymać efekt ombre oraz oxydanty 3% i 12%.

Proporcje w przybliżeniu wyglądały tak:
  • odrost: 40ml 8N + 60ml oxy 3% + 20ml oxy 12%
  • całość: 50ml 10/UN + 50ml oxy 3% + 50ml oxy 12%

Najpierw zrobiłam próbę na pasemku, gdy się powiodła i nie dostrzegłam zieleni nałożyłam mieszanki na całe włosy i trzymałam około 30-40 minut.



Jak wyglądały włosy po farbowaniu? Bardzo proszę:



Na zdjęciach różnica znów zdaje się niewielka, ale ochłodzenie koloru jest dostrzegalne. W ciepłym świetle słońca mienią się rudością, ale i moje naturalne, jak widziałyście na początku posta, zachowują się tak samo. Góra, której nie wiem czemu nie zrobiłam zdjęcia, nie chwyciła tak jak sobie wyobrażałam. Po fakcie wiem, że żeby mocniej złapało powinnam prawdopodobnie dodać więcej mocniejszego oxydantu.

Jestem bardzo zadowolona i dumna z siebie, że poświęciłam włosom tyle czasu i doprowadziłam je już prawie do stanu sprzed henny. Nie napiszę, że żałuję jej użycia, bo zachwycałam się sobą w tej głębokiej rudości jaką dała mi na niecały, niestety, miesiąc. Pewnie gdybym kontynuowała przygodę z nią kolor byłby intensywniejszy, a trwałość lepsza. Ale to chyba jednak nie dla mnie.
Jestem zbyt zmienną istotą na takie zabawy, a chemia daje jednak więcej możliwości dokonywania tych zmian.

W tej chwili jestem już po wizycie u fryzjera. Włosy zostały podcięte tyle ile chciałam, kolor odrostów, który przy samodzielnym farbowaniu nie chwycił porządnie, został ochłodzony ciut ciemniejszym naturalnym brązem i przeciągnięty mniej więcej na wysokość uszu. Na resztę włosów została nałożona delikatna farba na poziomie 9/10.

Kolejna wizyta jakoś pod koniec stycznia, planuję jeszcze coś innego i wtedy też, jeśli będziecie zainteresowane, pokażę Wam ostateczny efekt całkowitego wyjścia z rudości. Jeśli oczywiście będzie tak, żeby się tym chwalić:)



Dotrwałyście do końca?:)

Macie jakieś pytania?
Piszcie, pytajcie, bo punkty do posta miałam na milionie karteluszek i znając mnie pewnie nie napisałam wszystkiego co chciałam.



25 komentarzy:

  1. dotrwałam do końca bez większych problemów, świetny post bardzo przydatny!! Wiesz ja jestem jak ty.....zachwyciłam się henną ale już mi się nudzi już mi się chce czegoś innego ;)) wybór kolorystyczny w hennie jest dla mnie chyba za mały ;]]]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ano właśnie. chociaż wiesz, niby niewielki wybór odcieni może być zbawienny, gdyż często w drogerii czy sklepie fryzjerskim miotamy się wśród półek i palet i nie wiemy co wziąć, a tu sprawa jest dość prosta:)
      ale dla mnie zdecydowanie większym minusem jest ta nieodwracalność (no dobra, odwracalność, ale pooowolna), jeśli już zdecydujemy się na hennę.

      myślisz, że z tego niezdecydowania na jeden kolor kiedyś się wyrasta?:))

      Usuń
    2. chyba się z tego nie wyrasta...chociaż mam cichą nadzieję.....
      ja jestem tak cholernie zmienna,że mnie zaczyna to irytować, przez to mam jakiś koktajl mołotowa na głowie :D

      Usuń
    3. ps.ja Cię i tak podziwiam,że wytryzmałaś bez farbowania i z tymi odzywkami, mnie by już potrzepało 10 razy ;))

      Usuń
    4. najlepiej byłoby być taką Tonks z Harrego Pottera, nie wiem czy czytałaś - bach różdżką i codziennie inne włosy:))

      oj trzepało mnie nie raz, uwierz:D ale zawzięłam się, bo widziałam, że coś się dzieje, więc to zawsze jakieś zmiany, malutkie, ale zawsze:D

      Usuń
  2. Gratulacje! Ja jak pisałam Ci jakiś czas temu - uzyskałam okropną zieleń ;( od września walczyłal z włosami i już prawie się jej pozbyłam, ale łatwo nie było... fajnie, że stworzyłaś taki post! Z pewnością nie jednej istocie się przyda ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie pamiętałam o Tobie pisząc posta, miałam nadzieję, że się odezwiesz i opowiesz jak to się dalej potoczyło. cieszę się bardzo, że już jest lepiej.
      może stworzyłabyś posta o swoich przejściach z włosami? chętnie poczytałabym jak sobie radziłaś:)

      Usuń
    2. mam taki zamiar ;) właśnie od tygodnia zbieram się za jego napisanie... Myślę, że niedługo powinien się pojawić :)

      Usuń
    3. super, czekam zatem:)

      Usuń
  3. Też miałam przejścia z zielenią, ale to przez nieumyślne rozjaśnianie w domu, potem farbowanie, ale ostatecznie dwa razy nałożyłam brązową szamponetkę, i już zniknęła :) Teraz mam połowę swoich, połowę farbowanych, i kusi mnie na jakieś zmiany :) Podziwiam Cię za wytrwałość, teraz masz boski kolor!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie z kolei kiedyś zachciało się przyciemnić jasny, ale dość ciepły, blond, bo trochę mi się nudził (a to nowość!:) ) i położyłam na niego właśnie szamponetkę w jakimś chłodnym brązie. no i chodziłam potem przez kilka dni z szaro-fioletowymi włosami, bo okazało się, że szamponetka wcale tak łatwo się nie wypłukuje:D
      ehh, człowiek się całe życie uczy:))

      Usuń
    2. Nie zmywa się szybko, to fakt, ale za to równomiernie (przynajmniej u mnie). Teraz mnie kusi jakiś chłodny brązik, dla ujednolicenia całości :)

      Usuń
    3. przejrzałam sobie Twoją włosową historię i widzę, że też nie jesteś zbyt wierna jednemu odcieniowi, dobrze wiedzieć, że nie jesteśmy z monicą (pierwszy komentarz) same w tym wariactwie:))

      Usuń
  4. ja wiem jedno NIGDY więcej henny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też stwierdzam, że była to jednak jednorazowa przygoda - interesująca, ale nie będę za bardzo tęsknić:)

      Usuń
  5. Cieszę się, że trafiłaś na fryzjera, który zna się na rzeczy. Nie lubię, gdy z mojego pola widzenia znikają sprawdzeni fachowcy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, widziałyśmy się pierwszy raz, to mogło być staranie się o nowego klienta:) ale liczę, że przy kolejnej wizycie będę równie zadowolona:)

      Usuń
  6. Dziękuję za polecenie:) U mnie już spory odrost naturalków na głowie o ile w świetle dziennym bardzo mi się podobają to w sklepowym świetle nie mogę na nie patrzeć.

    Świetny efekt uzyskałaś, do pozazdroszczenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kurczę, ja tak często mam, nawet przy najpiękniejszym kolorze na głowie - nieważne czy to natura czy farba - że w świetle "fryzjerskim", "domowym" i dziennym jest super, a w sklepowych reflektorach fatalnie:) nie wiem co oni montują w większości sklepów, ale nie jest dobrze. często też makijaż, który wydawał mi się fajny, w sklepie wygląda jak twarz zsiniałego trupa, hah:))

      Usuń
  7. Ja również dziękuję za polecenie :* Podziwiam Cię za wytrwałość, ale najważniejsze, że osiągnęłaś swój włosowy cel :) Ja jestem wierna hennie, ponieważ mam alergię na farby chemiczne. Ale sobie tak balansuje kolorystycznie od jasnych po ciemne brązy i czernie ;) Metoda o której napisałam w moim przypadku jest przetestowana właśnie przy ciemnych kolorach, długotrwale farbowanych henną i daje radę ;D jak chce uzyskać rudawe refleksy dodaję cynamon, jak słomokwe/złociste rzewień ;) W bardzo jasnych kolorach nie jest mi dobrze więc pozostaje mi mieszanie henny i uzyskiwanie pożądanych odcieni maską rozjaśniająca ;D Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Gdzie kupilas te farby, nie moge znalezc ich w necie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.allegro.pl/ShowItem2.php?item=495001271 - np tutaj:)

      Usuń
    2. hmm no link nieaktualny, na allegro mozna znalezc,ale nie wszystkie kolory i ciezko znalezc palete. Nie wiem czy farby bez amoniaku dobrze kryja siwe wlosy, bo mam sporo :P

      Usuń
    3. Ja kupiłam stacjonarnie w hurtowni fryzjerskiej. Poszukaj w swoim mieście takowej, może będą mieli:)

      Usuń
    4. nieatety to za male miasto, niemniej nie znalam tej marki farb i cos sie nowego dowiedzialam :P

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...